strona główna (nowe okno)

ULICA MARZYCIELI

Autor Robert McLiam Wilson
Tłumaczenie Maria Grabska-Ryńska
Data I wydania 1996
Tytuł oryginału "Eureka Street"
Wydawnictwo Książnica
Miejsce i czas wydania Katowice, 2002
Numer wydania 2
Format 404 str.
ISBN 8371324766
Przeczytano 24-25 marzec 2003
Okładka książki - foto


Treść

Książka osadzona jest w Irlandii Północnej, a dokładniej w Belfaście. Na jednej z ulic, właśnie na Eureka Street, mieszka grupka przyjaciół. to właśnie ich przygody są opowiedziane w ksiązce.

Jednocześnie narrator mocno akcentuje wątek konfliktu między katolikami i protestantami; jest to jakby motyw przewodni. Dla narratora, zamachy zbrojne są czymś dziwnym, niezrozumiałym; wie, że to nie w jego imieniu podkłada się bomby, zabija innych ludzi.

Wszyscy ludzie w książce szukają milości - pojmowanej zarówno jako seks jak i "połączenie dusz".

Jest tu także historia Miśka, który mimo własnej głupoty, idiotyzmu, potrafi "cudownie" przekonywać ludzi, by zainwestowali w jego bezsensowne przedsięwzięcia.

Cytaty

64) kolejny zmarnowany weekend. Żaden z nas [grupy przyjaciół] nie powiedział nic godnego uwagi, nie uczynił nic, co miałoby jakąś wartość. (...). Ściślej mówiąc usiłowałem sobie wmówić, że było fajnie [na popijawie]. Tyle, że wcale nie było fajnie. Nikt się dobrze nie bawił. Droga do współczucia czy empatii jest wyboista, lecz tylko taka zostala nam dana. Aby zrozumieć konsekwencje własnych czynów, człowiek musi ćwiczyć wyobraźnię. Uznaje, że ywrżnięcie kogoś butelką to zły pomysł, ponieważ stawia się w położeniu tamtego. Pojmuje: gdyby ktos jego uderzył w głowę butelką, to ... rany boskie, aleby bolało! Trzeba wleźć w cudzą skórę.
Jeśli to zrobisz - jeśli to p o t r a f i s z - coraz trudniej ci stosować przemoc. Przykładasz komuś do skroni odbezpieczony pistolet. Jeśli potrafisz wyobrazić, co kula zrobi z jego głową, wtedy dosłownie nie jesteś w stanie pociągnąć za spust.
Beztrosko raniłem ludzi, ponieważ szwankowała mi wyobraźnia.

68) [o katolikach i protestantach]
Nigdy nie umiałem połapać się w dzielącej ich różnicy (...). Jedni i drudzy tkwili w nędzy po uszy.

92) [po pobiciu przez zazdrosnego policjanta]
Cóż, mogło być gorzej. Facet mógł przyprowadzić ze sobą kolegów. Mógł mnie młócić cały oddział policji. Tu [w mieszkaniu] albo na posterunku. Jezu! Biorąc pod uwagę to, co się działo w tym kraju, mogli mnie posadzić na kilkanaście lat za znajomość trzech pierwszych linijek "Zdrowaś Mario".

107) Spiker wiadomości poinformował mnie, że zastrzelono następnego taksówkarza. Radio chyba też sprzedam. [bohater ma dość wiadomości o wzajemnym mordowaniu się ludzi w Irlandii Pn.]

110) [o swojej samotności]
W sobotę rano wybrałem się na zakupy - tylko po to, żeby otworzyć do kogoś usta, żeby mieć komuś za coś podziękować.

119) Oto cały problem z Mattem i Mamuśką [przybrani rodzice bohatera]. Ich świat jest wypełniony miłością, po prostu przyzwoity. Nie potrafią zrozumieć podłości czy krzywdy. Nie mają wyobraźni.

127) [myśli Miśka]
Czyżby w USA sztukę kochania wykładano na uniwersytetach? Jeśli tak, Max [kochanka, potem żona Miśka] miała co najmniej doktorat.

126-127) Zmuszony do improwizacji, Misiek zaserwował facetom z RFP stek wytrząśniętych z rękawa łgarstw i nieprawdopodobnych bredni. Na poczekaniu tworzył idee i projekty, które nie mialy najmnijeszych szans realizacji. Po trzech godzinach słowotoku (...) otrzymał dotację w wysokości 800 000 funtów (...). 148) [Misiek o swoim znajomym]
Był to najbardziej wykształcony człowiek, jakiego Misiek kiedykolwiek spotkał, a zarabiał prawdopodobnie mniej niż obsługująca ich kelnerka.

170) Nie chciałem uchodzić za osobnika z wyższym wykształceniem czy choćby przedstawiciela rasy homo sapiens.

171-171) Komiczne natomiast jest to, że wyraźne ongiś różnice [między katolikami a protestantami] dawno już się zatarły. Dziś wiele różni nas od reszty świata, lecz do siebie nawzajem jesteśmy podobni jak dwie krople wody. Świat to dostrzega i niezmiennie się dziwi, lecz w Ulsterze ludzie są ślepi.

172) Kiedyś, gdy byłem młody, często roiłem sobie, że przysżłość będzie inna [bez zamachów, walki, zabijania ...].

196) [Ghintoss - znany polityk ulsterski, demagog]
Ghintoss to znana gęba - a raczej kilka znanych masek.

202) Chciałem z nią [dziewczyną] rozmawiać o Racinie i Flaubercie, a wszystko wskazywało na to, że podobam jej się jako nieokrzesany macho.

203) Nie jestem cudotwórcą, ale wiem z doświadczenia, że dzieci zwykle są grzeczne, o ile człowiek zdobędzie się na wysiłek, żeby ich nie tarmosić.

204) Jednomyślność bywa przekonująca.

210) (...) wiedziałem, że najwspanialszy seks w dziejach nie jest wart dwudziestu sekund czyjegoś smutku [gdy ten ktoś straci ukochaną dziewczynę].

246) [ po zamachu bombowym]
- Dobry katol to martwy katol. [opinia skrajnego protestanta]

Miasto odkrywało swą hańbę stopniowo, krok po kroku.

247) Nim zapadł mrok, wiedza o masakrze ukradkiem, lecz niepowstrzymanie rozeszła się po całym Belfaście (...).

247) [po zamachu bombowym]
Miasto i jego mieszkańcy wiedzieli, że czynu tego dokonano rzekomo w ich imieniu.

248) (...) owa milcząca, lecz miażdząca większość [mieszkańców Belfastu] stawiała terrorystom bezgłośne, a zarazem jednogłośne weto.

276) [o USA]
Zbrodnia dokonana na dziwce nie miala większego znaczenia. Była zwykłym gestem, przejawem złego humoru.

276) [w USA]
[Misiek] Tęsknił za znajomą atmosferą Belfastu, za zrozumiałym chamstwem i brutalnością okolic Sandy Row. Tęsknił za bezpieczną przystanią terroryzmu i wojny domowej.

Linki
Strona autora (ang.)
Opis książki (na stronie wydawnictwa)
Onet - Czytelnia - opis książki i komentarze na jej temat
Opis książki i komentarze na jej temat
Opis książki
Merlin.pl - opis książki i komentarze na jej temat